Amnesia Dark Descent

Przejdźmy teraz do gry, która jest po prostu straszna! Sama nie byłam w stanie w nią grać – wytrzymałam zaledwie 15 min, mój ojciec – godzinę, choć wielu znajomych doszło niemal do połowy. Ta gra jest dowodem na to, że nie liczy się budżet, jeżeli chcemy zrobić coś genialnego. Bo nie wzbronię się przed tym, ażeby powiedzieć – ta gra jest genialna! Genialna w tym, w czym ma być. Tutaj trafiamy do mrocznego zamku, przemierzamy jego korytarze, a jednocześnie tracimy przy tym pamięć. Brzmi banalnie… I wszystko, co nas tutaj straszy jest równie banalne. Ot, małe poruszenie, wiatr ruszy zasłoną, drzwi szafy otworzą się wolno i ze skrzypnięciem, nagle rozewrze się okno, skądś słychać trzaśnięcie, odwracamy się… a obok nas spokojnie stoi sobie biała postać. Nic nam nie robi! Po prostu stoi sobie w miejscu, i powiewa, choć wcześniej jej tam nie było. Myślę, ze najlepszym posunięciem w grze było coś innowacyjnego – nagranie szybkich, coraz szybszych oddechów bohatera; jego charczenie ze strachu, gdy coś się pojawia, nagłe omamy, chwilowe zawieszenia obrazu, zniekształcenia. I ciągle rosnący poziom obłędu! Widzimy, jak postać którą gramy na naszych oczach popada w zwykłe szaleństwo, mamrocze do siebie, zaczyna wariować, dyszy, sapie, przed oczami latają jej (a zatem i nam) krwawe plamy. Chcąc nie chcąc, cały nastrój z wolna nam się udziela, empatycznie odczuwamy to co bohater i… wariujemy.

Both comments and pings are currently closed.